W lutym 2026 roku JoyToy ogłosił, że dogadał się z Blizzard Entertainment i szykuje linię StarCraft. W lipcu pokazał już pierwsze modele: Terran Marine i Medic po 8,6 cm, Terran Ghost 8,25 cm, Zerg Hydralisk 10,4 cm, Protoss Zealot 10,1 cm, wszystko w skali 1/25. Kilka miesięcy od zapowiedzi do zdjęć produktowych, przy licencji tego kalibru, to tempo, jakiego większość producentów figurek akcji po prostu nie utrzymuje. StarCraft dopiero nadchodzi. Ale Joy Toy figurki oznaczają dziś na półce coś bardzo konkretnego: pomalowanego fabrycznie Space Marine'a wysokości około 12 cm, któremu można wyjąć bolter z dłoni i wymienić go na coś większego.

Skala 1/18 to nie jest powiększona miniaturka z bitewniaka
Miniatura z pudełka Games Workshop to szary albo czarny odlew na ramce: trzeba go wyciąć, oczyścić, skleić, zagruntować i pomalować, zanim w ogóle stanie na półce. Figurka JoyToy w tej samej skali 1/18 wychodzi z pudełka skończona, większa i, co dla wielu osób liczy się najbardziej, ruchoma. Space Marine mierzy około 12 cm i ma 25 albo 28 punktów artykulacji, zależnie od modelu. Tu zaczyna się prawdziwe pozowanie, nie samo obracanie głowy.
Materiały to ABS i PVC, więc konstrukcja jest sztywna tam, gdzie musi trzymać ciężar, i elastyczna tam, gdzie coś się zgina. Malowanie idzie z fabryki komplet: oznaczenia oddziałów, symbole zakonów, podkreślone krawędzie pancerza. Ten ostatni detal, edge highlighting, to technika, którą malarze miniatur ćwiczą latami i której obecność na produkcie masowym robi największe wrażenie akurat na osobach z doświadczeniem przy pędzelku. Uzbrojenie w większości modeli jest wymienne albo zdejmowane, więc jedną figurkę da się ustawić na dwa czy trzy różne sposoby.
Dla kogoś, kto spędził trzy weekendy przy jednym oddziale taktycznym, taka oferta może wyglądać jak skrót do mety bez biegu. Ja bym tego jednak nie traktował jako konkurencji. Bitewniak sprzedaje godziny przy stole, JoyToy sprzedaje gotowy przedmiot na półkę, a to zupełnie inny apetyt. Firma ma na to oficjalną licencję Games Workshop, jej figurki znajdziesz też w oficjalnym sklepie merch.warhammer.com, więc nikt tu nie robi niczego na boku.
| Figurka JoyToy 1/18 | Miniatura Games Workshop | |
|---|---|---|
| Stan po otwarciu | gotowa, pomalowana, złożona | elementy na ramce, do sklejenia |
| Wielkość | około 12 cm dla Space Marine'a | wyraźnie mniejsza, skala stołu bitewnego |
| Ruchomość | 25 lub 28 punktów artykulacji | poza ustalona na etapie klejenia |
| Materiał | ABS i PVC | plastik na ramkach, żywica w części zestawów |
| Uzbrojenie | wymienne, zdejmowane z dłoni | przyklejone na stałe |
| Co robisz dalej | stawiasz i ustawiasz pozę | malujesz albo grasz |
Jedno zastrzeżenie: skala 1/18 nie oznacza, że każda figurka JoyToy ma taką samą wysokość. O tym za chwilę, bo to najczęstsze nieporozumienie przy tej marce.

Warhammer trzyma cały ten katalog w ryzach
Warhammer to filar całego katalogu JoyToy. Bez tej licencji firma byłaby ciekawostką niszową, z nią jest producentem, o którym rozmawia się na forach bitewnych i w komentarzach pod unboxingami. Licencja obejmuje dwie epoki naraz: Warhammer 40,000 i The Horus Heresy, czyli teraźniejszość Imperium i wojnę domową sprzed dziesięciu tysięcy lat. Dla kolekcjonera to różnica praktyczna, bo pancerze MK III i MK VI z Herezji wyglądają zupełnie inaczej niż współczesny Primaris, a obie linie stoją na tej samej półce w tej samej skali.
Najlepiej reprezentowane frakcje układają się w kilka wyraźnych rodzin. Death Guard, czyli chodząca zaraza, dostaje ciężkie sylwetki w rodzaju Deathshroud Terminatora z manreaperem czy Blightlord Terminatora z reaper autocannonem, oba modele mierzą po 14 cm. Tam, gdzie inne zakony dostają czyste kanty, Death Guard dostaje rdzę, wypływki i zgniliznę odlaną w plastiku. I akurat na tych modelach fabryczne malowanie wypada najlepiej, bo brud wybacza więcej niż gładka czerwień.
Po drugiej stronie stoją Blood Angels z barokową przesadą i złoceniami, Ultramarines w wersji z czasów Herezji, Legio Custodes ze złotym pancerzem, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie chce malować samodzielnie, oraz Sons of Horus. Ten ostatni legion reprezentuje między innymi Cataphractii Praetora z Sons of Horus, uzbrojonego w combi-meltę i power maul, a złoto Custodian dostajesz w postaci terminatora z oddziału Aquilon Legio Custodes, z lastrum storm bolterem. Oba modele mają po 14 cm.
Fabryczne malowanie w tej linii to nie jest jedna warstwa koloru i naklejka na naramienniku. Dostajesz heraldykę oddziału, symbol zakonu, oznaczenia bojowe i podkreślone krawędzie pancerza, czyli dokładnie te elementy, które przy własnoręcznym malowaniu pochłaniają najwięcej czasu i najczęściej wychodzą krzywo przy trzeciej figurce z rzędu. Czego taka figurka nie da nigdy? Wymyślonego przez ciebie zakonu, autorskiego schematu barw, konwersji zbitej z części z trzech różnych zestawów ani satysfakcji z tego, że model wygląda tak, a nie inaczej, bo ty tak zdecydowałeś. JoyToy sprzedaje kanon w gotowej formie, bitewniak możliwość zrobienia czegoś swojego.
Katalog rośnie w tempie, które trudno śledzić. Zapowiedziani zostali kolejni prymarchowie: Corvus Corax, Jaghatai Khan i Mortarion. Doszedł Abaddon the Despoiler, weszły w przedsprzedaż Kasrkin z Astra Militarum, pojawiły się figurki związane z serialem Secret Level, w tym Titus. To ostatnie akurat nie trafia na polskie półki od ręki, więc traktuj tę informację jako obraz kierunku, w którym idzie marka, a nie jako listę zakupów.

Dlaczego jedna figurka ma 12 cm, a druga 20?
Skoro to wszystko skala 1/18, czemu jedna figurka ma 12 cm, a druga 20? Pytanie wraca przy każdym zestawieniu dwóch pudełek obok siebie, na Allegro czy pod filmikiem z rozpakowania. Odpowiedź leży w lore, nie w produkcji.
Legionista w pancerzu MK III to człowiek, którego wzmocniono i zapakowano w ceramit. Terminator to ten sam człowiek w pancerzu taktycznym Dreadnought, czyli w kilkuset kilogramach dodatkowego opancerzenia, więc figurki terminatorów mają 14 cm zamiast 12. Sanguinary Guard z Blood Angels wchodzi na 20 cm, bo do sylwetki dochodzą rozłożone skrzydła. Nikt nie zmienił skali. Zmieniła się postać.
Ta konsekwencja to jeden z powodów, dla których kolekcja z tej marki wygląda dobrze zbiorczo, a nie tylko pojedynczo. Ustaw obok siebie legionistę, terminatora i skrzydlatego Sanguinary Guarda, a dostaniesz czytelną hierarchię sił, dokładnie taką, jaką opisują podręczniki. Efekt uboczny jest praktyczny i mniej przyjemny: półka o standardowej wysokości potrafi nie przyjąć wyższych modeli razem z podstawką ekspozycyjną. Przy 20 cm plus baza to już planowanie mebla, nie detal.
Rogal Dorn stoi na szczycie tej piramidy
Szczytem linii Warhammera od JoyToy są prymarchowie. Rogal Dorn, prymarcha Imperial Fists, dowódca siódmego legionu, w wersji JoyToy ma 12 cm wysokości; w bitewniaku odpowiada mu model za grube pieniądze i tydzień pracy przy pędzelku. Tutaj wyjmujesz go z pudełka i stawiasz. Tyle.

Zombie Dark Source, czyli marka bez cudzej licencji
Dark Source to autorskie uniwersum JoyToy, nie franczyza kupiona od kogoś innego. Firma rozbiła je na podlinie: Zombie, UNSC, Stellar, APOC, Steel Ride Corps z mechami. I tu od razu prostuję nieporozumienie, które krąży po sklepach i aukcjach: skrót UNSC w nazwach tych figurek nie ma nic wspólnego z Halo. To frakcja wewnątrz Dark Source, militarne sci-fi z własną technologią i własnymi wrogami, czego przykładem jest Breacher Benjamin z podlinii UNSC, figurka wysoka na 7 cm.
Najciekawsza jest jednak podlinia zombie, bo działa na zupełnie innej zasadzie niż Warhammer. Zamiast pojedynczego bohatera dostajesz zestaw kilku figurek po około 8 cm, zbudowany wokół motywu. Cheerleaderki. Strażacy w pełnym rynsztunku. Naukowcy, wydani osobno w wersji męskiej i żeńskiej. Do tego ochroniarze, ekipa mechaników, zapaśniczki, medycy i policja razem z psami służbowymi, bo dwupak z psami policyjnymi w skali 8 cm istnieje naprawdę. Jest też czteropak Biochemical Lab Team, czyli komplet w kombinezonach ochronnych, również w 8 cm.
Dwie postacie z tego samego zestawu, ustawione za głównym bohaterem, zamieniają półkę w scenę, a nie w rządek pojedynczych produktów. Kilka zestawów zebranych razem daje gotowy sztafaż do dioramy: korytarz laboratorium, ulicę po ewakuacji, parking przed stadionem. Ponieważ zestawy są wieloosobowe, w przeliczeniu na jedną figurkę wychodzi to znacznie łagodniej niż przy pojedynczym modelu warhammerowym, bo płacisz za komplet, a nie za bohatera. Kiedy ktoś pyta mnie, od czego zacząć bez ryzyka, zwykle wskazuję właśnie zombie, a nie prymarchę.

King of Fighters '98, czyli skok z Imperium prosto w bijatykę
Przeskok jest tak duży, że przy pierwszym kontakcie wygląda na pomyłkę w katalogu. Ta sama firma, ta sama skala 1/18, a zamiast ceramitu i czaszek dostajesz Neo Geo z 1998 roku. Licencja pochodzi od SNK i dotyczy konkretnego wydania, The King of Fighters '98: Ultimate Match, czyli tej odsłony, którą turniejowa część fandomu do dziś uważa za najlepiej wyważoną w całej serii. Przedsprzedaż pierwszej trójki ruszyła w Stanach w lipcu 2025 roku.
Leona Heidern, Ralf Jones i Clark Still to postacie, które gracze KOF rozpoznają po samych sylwetkach; wszystkie trzy figurki mieszczą się w przedziale 11-12 cm. Wyposażenie odpowiada temu, czego oczekuje się od figurki z bijatyki: wymienne portrety, wymienne dłonie, elementy efektów ciosów specjalnych i podstawki ekspozycyjne. Osobno wyszła diorama-podstawka „Japan Street Stage”, czyli kawałek areny, na którym te postacie faktycznie walczą w grze.
Wymienne twarze robią tu całą robotę. King of Fighters figurka akcji bez zmiany wyrazu twarzy jest tylko posągiem w bojowej pozie, a z drugim portretem nagle ma emocję i moment. Producent poszerza tę linię o kolejne drużyny, między innymi Fatal Fury Team i '97 Special Team, więc kto liczy na skompletowanie ulubionego składu, ma realne szanse.

Gladiator i komandos, czyli dwa dziwne kąty tej samej półki
Poza trzema głównymi filarami w katalogu siedzą pozycje, które trudno przypisać do czegokolwiek. Linia Strife to rekonstrukcja historyczna w formacie figurki akcji, z rzymskim dimachaerusem, czyli gladiatorem walczącym dwoma mieczami naraz, o wysokości 11 cm. Battle For the Stars idzie w przeciwną stronę: żołnierze sci-fi w pancerzach wspomaganych, jak Shadow Jaeger Squad Viper mierzący 16 cm.
Obie linie mają wyraźnie skromniejszy katalog niż Warhammer. Widać po nich, że JoyToy dopiero sprawdza, gdzie jeszcze przyjmie się jego formuła. Dla kolekcjonera bywa to dobry moment na zakup, bo niszowe serie tego typu rzadko zostają w ofercie na długo.
Czego się po tej marce spodziewać, a czego lepiej nie
Joy Toy figurki mają jedną wadę, o której nie przeczytasz w opisie produktu, za to usłyszysz od każdego, kto zebrał więcej niż kilka pudełek: zmienność między egzemplarzami. Ten sam model, ta sama seria, a dwie sztuki potrafią różnić się precyzją odlewu twarzy albo czystością granic kolorów. Zdarzają się otarcia farby na stykach pancerza i stawy, które przy pierwszym ruchu stawiają większy opór, niż powinny. Recenzenci zgłaszają to regularnie, zwykle przy kolanach.
Jednocześnie nie ma sensu tego wyolbrzymiać. Ta sama recenzencka część rynku zgodnie chwali powtarzalność aplikacji farby przy tak dużej liczbie wydawanych modeli, ostrość symboli zakonów i przekonujące ślady zniszczeń na pancerzach, a także to, że stawy trzymają pozę nawet wtedy, gdy figurka dźwiga ciężką broń. W porównaniu z figurkami McFarlane Toys z tej samej licencji ruchomość wypada wyraźnie lepiej, i to opinia powtarzana w recenzjach na tyle często, że traktuję ją jako stan rzeczy, nie pojedynczy głos.
Ryzyko trafienia na słabszą sztukę da się realnie ograniczyć. Jeśli sprzedawca pokazuje zdjęcia konkretnego egzemplarza, a nie tylko grafikę producenta, obejrzyj twarz, naramienniki i miejsca styku elementów pancerza, bo tam najczęściej widać niedbałą aplikację farby. Po rozpakowaniu sprawdź stawy od razu, zanim pudełko wyląduje na dnie szafy, i rusz każdym z osobna, bez siłowania. A jeśli coś jest nie tak, sprzedawca, który wymieni wadliwą sztukę, jest wart więcej niż drobna różnica w cenie u kogoś anonimowego.
Na co uważać przy zakupie
Rusz stawami ostrożnie i po kolei, zamiast od razu wyginać figurkę w docelową pozę. Zdejmowane elementy uzbrojenia wchodzą w gniazda z oporem, więc lepiej dociskać powoli niż jednym ruchem. Przy wyższych modelach ze skrzydłami albo z rozłożoną bronią zmierz wcześniej prześwit i głębokość półki, bo podstawka ekspozycyjna też zajmuje miejsce. I nie wyrzucaj wkładki z pudełka, dopóki nie obejrzysz figurki na spokojnie.

Tempo wydawnicze tej firmy działa na dwie strony. Nowe zestawy pojawiają się szybciej, niż większość ludzi jest w stanie kupować, ale starsze pozycje potrafią zniknąć bez zapowiedzi. Kompletowanie konkretnego oddziału bywa więc wyścigiem, nie spokojnym zbieraniem.
Pytania, które padają przed pierwszym zakupem
Czy figurki Joy Toy 1:18 pasują do miniatur Games Workshop na stole bitewnym?
Nie. Skala 1/18 jest wyraźnie większa od skali bitewnej, więc taka figurka nie zagra jako model do gry. To produkt ekspozycyjny, a nie zamiennik miniatury z kodeksu.
Trzeba je malować albo sklejać?
Nie. Modele przychodzą złożone i pomalowane fabrycznie, z oznaczeniami oddziałów i podkreślonymi krawędziami pancerza. Samodzielnie montujesz najwyżej wymienne dłonie, broń i podstawkę.
Dlaczego figurki z jednej serii mają różną wysokość?
Bo w skali odwzorowana jest postać, a nie pudełko. Legionista ma około 12 cm, terminator w cięższym pancerzu 14 cm, a skrzydlaty Sanguinary Guard dochodzi do 20 cm. Skala pozostaje ta sama.
Od czego zacząć zbieranie tej marki?
Od czegoś taniego i efektownego naraz. Zestawy Zombie Dark Source po kilka figurek 8 cm dają natychmiastowy obraz jakości wykonania przy niskim ryzyku, a przy okazji zostają jako tło pod większe modele. Jeśli od razu chcesz figurki akcji Warhammer 40k, najbezpieczniej wejść w Death Guard, bo brud i rdza w malowaniu wybaczają drobne niedoskonałości.
Czy JoyToy robi coś poza Warhammerem?
Sporo. Jako producent figurek Joy Toy prowadzi równolegle King of Fighters '98 na licencji SNK, autorskie uniwersum Dark Source, gladiatorów z linii Strife i żołnierzy Battle For the Stars, a od 2026 roku szykuje też StarCraft na licencji Blizzarda, tyle że w skali 1/25.
W ofercie GeekUp.pl znajdziesz figurki Joy Toy z obu warhammerowych epok: terminatorów Death Guard i Legio Custodes, Sons of Horus, Ultramarines w pancerzu MK III, Sanguinary Guarda z Blood Angels i prymarchę Rogala Dorna, a obok nich zestawy Zombie Dark Source, postacie z The King of Fighters '98 oraz pojedyncze ciekawostki w rodzaju rzymskiego gladiatora z linii Strife. Jeśli szukasz punktu wyjścia albo brakującego elementu do już zaczętej półki, zajrzyj do kategorii Figurki i sprawdź, co z tego katalogu jest teraz na stanie.
