Sześćdziesiąt milionów dolarów w trzy dni. Tyle nowy „Resident Evil” zebrał w amerykańskich kinach między 18 a 20 września 2026, czyli dokładnie tyle, ile „Resident Evil: Afterlife” uzbierał tam przez całą dystrybucję: 60,12 mln dolarów, wynik trzymany jako rekord serii przez szesnaście lat. Jeden weekend i zestawienia Resident Evil box office trzeba przepisać od pierwszego wiersza. Do tego ponad 100 mln dolarów na świecie, około 95 procent na Tomatometrze i 117 830 widzów w polskich kinach. Po dwudziestu czterech latach, w czasie których filmowe odsłony tej serii traktowano jak dodatek do gier, to zaskoczenie w skali całej branży.

Sześćdziesiąt milionów w trzy dni, czyli cały Afterlife w jeden weekend
Resident Evil box office rozkłada się prosto: 60,0 mln dolarów z rynku amerykańskiego, 48,3 mln z zagranicy, około 108 mln łącznie w pierwszy weekend na świecie. W kolejnych dniach globalna suma przekroczyła 110 mln. Budżet wyniósł 75 mln dolarów, najwięcej w historii serii, więc film wyszedł na swoje mniej więcej w tempie, w jakim pierwszy multipleks zdążył wystygnąć po sobotnich seansach.
Według doniesień branżowych studio przed premierą liczyło na jakieś 40 mln otwarcia, a w sobotę podniosło własne prognozy do 53-55 mln. Te poprawione też były za niskie. Dystrybutorem jest Sony Pictures Releasing, szeroka premiera wypadła 18 września, trzy dni po pokazie w Los Angeles, i od pierwszego dnia nie było o czym dyskutować. Weekendowa stawka w USA wyglądała tak:
- Resident Evil: 60,0 mln dolarów
- Practical Magic 2: 12,1 mln
- Spider-Man: Brand New Day: 6,5 mln
- The Odyssey: 4,9 mln
- Coyote vs. Acme: 4,5 mln
Blisko pięciokrotna przewaga nad drugim miejscem i cała reszta top 5 zmieszczona w niespełna połowie wyniku zwycięzcy. Doszedł do tego rekord kategorii: według zestawień redakcji Rotten Tomatoes to najlepsze otwarcie adaptacji gry z kategorią wiekową R na rynku amerykańskim. Filmy oparte na grach zwykle mierzą w jak najszerszą widownię i same się cenzurują, żeby na salę weszli też trzynastolatkowie. Ten akurat na to nie poszedł i box office pokazuje, że to był dobry ruch.
Dwadzieścia cztery lata serii, w której filmy były dodatkiem do gier
Skalę tego Resident Evil rekordu kinowego najlepiej widać w ocenach krytyków. Najwyższy Tomatometr, jaki wcześniej wykręcił którykolwiek film tej serii, to 37 procent, przy „The Final Chapter”. Nowy tytuł ma około 95 procent, przy ponad dwustu trzydziestu recenzjach.
Ta franczyza na ekranie przez ostatnie dwie dekady wyglądała zupełnie inaczej: „Afterlife” z 2010 roku, „Retribution” z 2012, „The Final Chapter” domykający tamten cykl, wreszcie „Welcome to Raccoon City” z 2021, czyli podejście od zera, które miało być wierniejsze grom i skończyło się najsłabszym wynikiem serii w polskich kinach. Każdy z tych filmów sprzedawał się logo, nie recenzjami. Widownia kupowała bilet, żeby zobaczyć Umbrellę i zainfekowanych, a nie dlatego, że ktoś napisał o dobrym horrorze.

Tym razem liczby opowiadają zupełnie inną historię. Metacritic podaje 80 na 100 przy czterdziestu dziewięciu recenzjach, według CinemaScore ocena widzów to B+, najwyższa w historii serii. Na Rotten Tomatoes publiczność wystawiła 91 procent, na Filmwebie użytkownicy trzymają film w okolicach 7,0 na 10 przy ponad sześciu tysiącach głosów. Dla marki, której kinowa reputacja od dwóch dekad opierała się na zasadzie „idę, bo lubię gry, a nie bo to dobry film”, to przestawienie całego licznika.
Zaśnieżone Raccoon City, 95 minut i żadna gra do odhaczenia
Zach Cregger zrobił rzecz, której poprzednicy nie ryzykowali - nie adaptował żadnej konkretnej gry. Scenariusz, napisany razem z Shayem Hattenem, opowiada oryginalną historię osadzoną równolegle do wydarzeń Resident Evil 2, w alternatywnej linii czasu. Bryan Hodukavich, kurier medyczny w wykonaniu Austina Abramsa, ma dostarczyć przesyłkę ze stabilizatorem do szpitala w zaśnieżonym Raccoon City. Potem laboratorium Umbrelli przestaje trzymać wirusa w ryzach, a on zostaje w mieście z chaosem, którego nie zamówił.
Ten zabieg ma konkretną zaletę: nikt nie siedzi na sali z listą kontrolną i nie odhacza, czy korytarz komisariatu wygląda jak w grze. Alternatywna linia czasu daje scenarzystom prawo do własnych rozwiązań, a widzowi, który gier nie zna, pełny wstęp bez zadania domowego.
Obok Abramsa grają Zach Cherry i Paul Walter Hauser jako naukowcy Umbrelli oraz Kali Reis w roli Maxine, egzekutorki korporacji. Zdjęcia kręcono od 10 października 2025 do 22 stycznia 2026 w Pradze, za kamerą stał Dariusz Wolski, a formalnie to koprodukcja czesko-francusko-niemiecko-amerykańska. Całość trwa 95 minut. Dziewięćdziesiąt pięć, nie sto czterdzieści, i po latach horrorów rozciąganych do granic wytrzymałości widza uważam to za jeden z mocniejszych argumentów tego filmu.
Dla samego Creggera to najlepsze otwarcie w karierze. „Barbarzyńca” zamknął się na świecie w okolicach 45 mln dolarów, „Weapons” z 2025 roku otworzyło się, według różnych szacunków, nieco ponad 40 mln i dobiło ostatecznie do około 270 mln. Reżyser, który kilka lat temu robił horror za tyle, ile dziś kosztuje kampania marketingowa, dostał 75 mln budżetu i wykręcił z niego najbardziej kasowy film serii. To już nie jest tylko dobry wynik weekendu. To zmiana statusu reżysera w Hollywood.
Gadżety w klimacie zombie horroru, bo licencji Capcomu tu nie ma
Powiem to od razu, bo po takim weekendzie pytania idą lawiną: licencjonowanych gadżetów Resident Evil w ofercie GeekUp.pl nie ma. Merch z tego uniwersum istnieje w wielu formach, ale krąży poza tym asortymentem. Co da się natomiast zrobić, to ubrać biurko w klimat, z którego ten film wyrasta.

Korzenie tego gatunku siedzą w kinie zombie, nie w grach, i Cregger tego nie ukrywa. Funko zrobiło z „Return of the Living Dead” dwie dziewięciocentymetrowe figurki: Zombie Trash oraz Zombie Suicide, i są to pozycje dla kogoś, kto punkowy nurt horroru zna z kaset, nie z remake'ów. Nie mają nic wspólnego z Capcomem i nikt nie powinien ich tak sprzedawać, ale stoją w tym samym rejestrze co zaśnieżone Raccoon City pełne zainfekowanych mieszkańców.
Dziewięć centymetrów to zresztą format, który w tej tematyce sprawdza się lepiej niż duże statuy. Zombie w wersji winylowej jest umownym, przerysowanym znakiem gatunku, a nie próbą realistycznego odtworzenia rozkładu tkanek, więc mieści się w mieszkaniu współdzielonym z osobami, które horroru nie oglądają. Kto woli szerszy wybór winylowych głów, ten i tak najpierw zagląda do działu Funko POP! i przegląda go po franczyzach.
Zupełnie inaczej opowiada o epidemii Joy Toy w linii Zombie Dark Source, gdzie figurki mają po 8 cm i sprzedawane są w zestawach tematycznych.

Ta skala rządzi się własną logiką. Osiem centymetrów to za mało na efekt „wow” z jednej figurki, za to idealnie na scenkę: 3-pak Medics obok 3-paku Firefighters układa się w miejski sztab kryzysowy, który przegrywa z wirusem. Dochodzi do tego jeszcze 2-pak Police Dogs, dopełniający tę samą scenkę. Dokładnie ten rodzaj dioramy, o jakim myśli się po wyjściu z tego seansu, tylko bez logo Umbrelli. Resztę gadżetów z tego rejestru trzyma dział Gadżety z Gier. Mniejsze zestawy w podobnej skali czekają też w dziale Mini Figurki.
A gdyby rekordowy weekend miał przełożyć się na nową falę Resident Evil gadżetów kolekcjonerskich, zobaczymy ją z porządnym opóźnieniem. Licencje na figurki i akcesoria zamyka się miesiącami przed premierą filmu, nie po jego otwarciu, więc rynek zabawek zawsze reaguje wolniej niż kasa biletowa.
117 830 biletów, czyli podwojony polski rekord serii
Polska wersja tej historii jest jeszcze ostrzejsza niż amerykańska. W weekend otwarcia film obejrzało u nas 117 830 osób. Poprzedni rekord serii trzymał „Afterlife” z 2010 roku i było to 61 462 bilety, czyli niemal dokładnie o połowę mniej.
| Film | Widzowie w weekend otwarcia w Polsce |
|---|---|
| Resident Evil (2026) | 117 830 |
| Resident Evil: Afterlife (2010) | 61 462 |
| Resident Evil: Retribution (2012) | około 34 000 |
| Resident Evil: The Final Chapter | około 32 000 |
| Welcome to Raccoon City (2021) | około 15 500 |
Retribution i Welcome to Raccoon City razem nie zebrały w otwarciu połowy tego wyniku. Co dalej z Resident Evil box office, pokażą kolejne weekendy, bo horror traci widownię szybciej niż kino familijne.
W ofercie GeekUp.pl znajdziesz figurki i gadżety z klimatu, który ten film odświeża: winylowe Funko z klasyków kina zombie, ośmiocentymetrowe zestawy Joy Toy, repliki i akcesoria z uniwersów gier. Zajrzyj do kategorii Figurki, jeśli szukasz konkretnej postaci. Po seansie w zaśnieżonym Raccoon City, gdy wolisz coś, co da się wziąć do ręki, zerknij też do działu Repliki z Gier.
