22 maja 2026 „Mandalorian i Grogu” wszedł do kin, a kilka tygodni później było już jasne, że to najsłabszy kinowy wynik w historii Gwiezdnych wojen. Na początku sierpnia Disney przestał to owijać w bawełnę i w liście do akcjonariuszy napisał wprost, że film nie spełnił oczekiwań kasowych. W tym samym dokumencie znalazło się jednak drugie zdanie, które kolekcjonera powinno obchodzić znacznie bardziej: ta sama premiera podbiła sprzedaż detaliczną marki. Klapa w kinie, hossa na półce. Brzmi jak sprzeczność, a jest tylko opisem tego, jak dziś działa ta franczyza, i dlatego figurki Star Wars trzeba czytać zupełnie inaczej niż zestawienie wyników box office'u.

Klapa w kinie, hossa na półce
Sierpniowy komunikat Disneya jest w tej sprawie zaskakująco uczciwy. Film „nie spełnił oczekiwań kasowych” przy przyzwoitym odbiorze widzów, ale przy tej samej okazji firma pochwaliła się wzrostem sprzedaży detalicznej marki, ruchem w parkach przy atrakcji z Sokołem Millennium i zaangażowaniem graczy. Analityk box office'u i człowiek zamawiający figurkę czytają ten sam dokument i wyciągają z niego dwa różne wnioski.
Dla kupującego liczy się ten drugi. Około 21 lipca film trafił do dystrybucji domowej, polskie recenzje rozeszły się mniej więcej po połowie (od „lekkiego zawodu” po „film, który ratuje Gwiezdne wojny”), a na półkach dalej przybywa pozycji z napisem „The Mandalorian & Grogu” na froncie pudełka. Imperial Remnant Stormtrooper 15 cm, kierowca AT-RT, cała fala winylu u Funko. Figurki Mandalorian rozrosły się przez to w jedną z najszerszych grup w całym katalogu tej marki.
Powiem wprost: wynik kinowy dawno przestał być miarodajnym wskaźnikiem tego, co dostanie kolekcjoner. Znaczenie ma to, czy produkcja wygeneruje postacie z rozpoznawalną sylwetką i sensownym hełmem. „Mandalorian i Grogu” pod tym względem dowiózł, nawet jeśli kasa mówi co innego.
Zanim spojrzysz na figurkę, przeczytaj górę pudełka
Katalog Star Wars nie jest jedną kolekcją. Jest mapą tego, co Disney w danym momencie wypuścił, wyemitował albo wydał jako grę. Dlatego nad nazwą postaci stoi „Episode V”, „The Mandalorian & Grogu”, „Tales of the Jedi”, „Skeleton Crew” albo „Jedi: Survivor”. Ten napis to nie ozdoba, tylko informacja, do jakiego zbioru dana figurka należy i czy ten zbiór ma jeszcze szansę się rozrosnąć.
Przykład pierwszy z brzegu. „Skeleton Crew” miało premierę w grudniu 2024, finał w styczniu 2025 i do dziś nie doczekało się potwierdzonej kontynuacji. Startowa oglądalność, około 382 mln minut, była wyraźnie niższa od trzeciego sezonu „The Mandalorian” z jego mniej więcej 900 mln minut. Konsekwencja dla półki jest prosta: Neel (At Attin) 15 cm i Fern to raczej kameralna, zamknięta grupka niż początek długiej serii.

Jeszcze ostrzej wygląda to przy „The Acolyte”. Serial skasowano po jednym, dziewięcioodcinkowym sezonie, a Disney tłumaczył decyzję strukturą kosztów i oglądalnością. Cokolwiek ktoś o tym serialu sądzi, jego linia figurek jest już zbiorem domkniętym. Nikt nie dołoży do niej brakującej postaci za dwa lata, bo nie ma z czego.
Po drugiej stronie stoją napisy oznaczające wodę na młyn. „Tales of the Jedi” to animacja, która pozwala Hasbro sięgnąć po wersje postaci nieosiągalne z filmów, jak Jedi Master Dooku 15 cm. „Jedi: Survivor” to gra, więc na pudełku znajdziesz żołnierzy, których nigdy nie było na ekranie kinowym, choćby zestaw Purge Trooper i Patrol Trooper. A „Episode I” wraca z opakowaniem oznaczonym 25-leciem „Mrocznego widma”, w postaci Darth Maula z Sith Speederem.
Wniosek praktyczny: wybierz dwa albo trzy napisy i trzymaj się ich. Przy kupowaniu wyłącznie „bo ładna figurka” po roku wychodzi zbiór przypadków, z którego nie da się złożyć ani jednej kompletnej sceny, i zwykle dopiero wtedy człowiek to zauważa.
Dziesięć centymetrów kontra piętnaście: figurki Star Wars i decyzja, której się nie odkręca
Hasbro prowadzi równolegle dwie linie premium i obie mają się w 2026 dobrze. The Black Series to skala 6 cali, około 15 cm. The Vintage Collection to 3,75 cala, około 10 cm. Różnica pięciu centymetrów wygląda na kosmetyczną do momentu, w którym postawisz obie figurki obok siebie. Wtedy przestaje istnieć.
To jedyna decyzja w całym tym hobby, której nie odkręcisz bez przemeblowania. Kolor pudełka można zignorować, brak jednej postaci nadrobić za pół roku, ale mieszanie skal na jednej półce widać z drugiego końca pokoju. Szturmowiec o głowę wyższy od Jedi to nie kolekcja, to wypadek. Sama różnica wysokości to zresztą dopiero początek kłopotów: protektory kupione pod jedną skalę nie nadadzą się do drugiej, odstępy między figurkami trzeba przeliczać od zera, a na tym samym metrze półki IKEA zmieści się dwa razy więcej Vintage Collection niż Black Series. Do tego kurz. Im więcej odsłoniętej powierzchni na figurce, tym więcej ścierania w niedzielne popołudnie.
| The Vintage Collection | The Black Series | |
|---|---|---|
| Skala i wysokość | 3,75 cala, około 10 cm | 6 cali, około 15 cm |
| Na czym stoi linia | budowanie świata: tłum postaci, dioramy, pojazdy w skali | podobieństwo do aktora, detal twarzy, artykulacja |
| Opakowanie | karta w stylu retro, nawiązanie do Kennera z lat 80. | pudełko okienkowe, figurka widoczna bez otwierania |
| Pojazdy | naturalny element linii, na przykład Imperial Remnant AT-RT | rzadziej i raczej mniejsze, jak Sith Speeder |
| Miejsce na półce | na tym samym metrze bieżącym mieści się wyraźnie więcej | każda figurka to osobna decyzja o przestrzeni |
| Dla kogo | dla budujących sceny, oddziały i hangary | dla chcących półkę wyrazistych twarzy i hełmów |

Którą wybrać? Zależy, co cię w tej marce najbardziej ciągnie. Jeżeli lubisz portret, materiał na zdjęcie i pojedynczą figurę, która sama w sobie jest eksponatem, bierz Black Series Hasbro i pogódź się z tym, że dwadzieścia figurek zje ci całą półkę. Jeżeli twoją ulubioną sceną z Gwiezdnych wojen jest hangar pełen ludzi w mundurach, Vintage Collection jest wyborem oczywistym, bo dopiero ta linia pozwala zbudować grupę, a nie galerię popiersi. Zestaw czterech mandaloriańskich figurek Shriek-Hawk załatwia w jednym pudełku to, na co w skali 15 cm potrzeba czterech zakupów i pół metra deski.
Dochodzi jeszcze argument, o którym początkujący dowiaduje się za późno: pojazd Imperial Remnant AT-RT w skali 10 cm da się postawić na normalnej półce, a jego odpowiednik do figurek 15 cm wymagałby osobnego mebla. Świat Gwiezdnych wojen jest światem maszyn, więc linia pozwalająca kupować je bez remontu mieszkania ma realną przewagę. Gdyby ktoś kazał mi zaczynać od zera, wybrałbym mniejszą skalę.
Winylowe głowy: standard 9 cm, Deluxe, Rides i fala retro
Nikt tu nie udaje realizmu, skala właściwie nie istnieje, a Yoda i Chewbacca mają głowy tej samej wielkości, i to jest chyba największy urok Funko Pop Star Wars. Standard to 9 cm, pod tym numerem mieści się większość katalogu, łącznie z Darthem Vaderem w wariancie WH spod szyldu „Mandalorian & Grogu”.

Warianty POP! Deluxe i POP! Rides potrafią jednak kupującego zwyczajnie zmylić. One też widnieją jako 9 cm, bo tyle mierzy sama postać, ale fizycznie to zupełnie inne gabaryty pudełka. Mandalorian on Wantha with Child in Bag to figurka na zwierzęciu, więc zajmie miejsce trzech zwykłych POP-ów i nie zmieści się w standardowym protektorze.
Ciekawiej robi się przy fali Retro. Pod filmowym szyldem wyszły postacie w stylizacji nawiązującej do zabawek sprzed dekad, choćby Mace Windu (Retro) 9 cm i Jango Fett w tym samym potraktowaniu. To dokładnie ta sama nostalgia, którą Vintage Collection sprzedaje kartą w stylu Kennera, tylko przełożona na winyl. Osobna, uroczo dziwna kategoria to POP-y z materiału, który nigdy nie trafił na ekran, jak Sandtrooper z serii Deleted Scenes, czyli scen, które wypadły z gotowej wersji filmu. Takich figurek nikt nie planował od początku serii, po prostu ktoś w Funko uznał, że warto je odkopać.
Kwiecień 2026: Maul wraca i od razu widać to w katalogu
„Star Wars: Maul - Shadow Lord” wystartował na Disney+ 6 kwietnia 2026, po dwa odcinki tygodniowo, z finałem zaplanowanym na 4 maja. Dave Filoni prowadzi tam Maula po „Wojnach klonów”: odbudowa syndykatu, spotkanie z rozczarowaną padawanką. Drugi sezon ogłoszono jeszcze przed premierą pierwszego, 2 kwietnia, a według deklaracji twórców należy się go spodziewać dopiero w okolicach 2027.
Efekt na półce jest natychmiastowy i całkowicie przewidywalny: nowy napis na pudełku, nowe pozycje. POP! Maul z serii Shadow Lord pojawił się w katalogu jako pierwszy zwiastun tego, co zwykle idzie dalej. Ta postać zresztą od dawna pokazuje, jak elastyczna potrafi być ta franczyza wobec złoczyńcy formalnie zabitego jeszcze w „Mrocznym widmie”. Maul wraca, bo wraca popyt na niego, nie odwrotnie, a kto zbiera tę postać od lat, dostaje kolejny rozdział bez pytania, czy zaczynać kolekcję od nowa.
Skala 1/6, czyli trzydzieści centymetrów i twarz aktora
Wchodzimy tu w zupełnie inną ligę oczekiwań. Skala 1/6 oznacza w praktyce około 30 cm dla postaci ludzkiej, materiałowy strój, przeguby liczone w kilkunastu punktach i głowę rzeźbioną pod konkretnego aktora. Klon z 104. batalionu Wolfpack w wersji Deluxe pokazuje, po co się to w ogóle robi: pancerz ma tu fakturę, a nie nadruk imitujący fakturę.

Sam zapis „1/6” nie znaczy automatycznie „30 cm”, tylko „jedna szósta wzrostu postaci”. Dlatego zestaw Chopper i BD-1 w imperialnym przebraniu to odpowiednio 18 i 8 cm, a mimo to stoi w tej samej skali co trzydziestocentymetrowy szturmowiec. Droid jest niski, bo droid jest niski.
Moje trzeźwe zdanie o 1/6: to kategoria, w której kupuje się rzadko i celowo. Jedna figurka z hełmem, którego kształt naprawdę lubisz, zrobi na półce więcej niż pięć przypadkowych. Ma też praktyczną wadę: materiałowe stroje z czasem wymagają poprawiania, a figura wystawiona w mocnym słońcu nie wybaczy niczego. Z materiałowymi strojami trzymam prostą zasadę: z dala od okna, bo blaknięcie tkaniny widać czasem po jednym lecie, nie po latach, a kurz osiada w fałdach materiału zupełnie inaczej niż na gładkim winylu. Odkurzanie pędzelkiem robi się tu rutyną, nie jednorazową czynnością przy przeprowadzce.
Art Scale 1/10: ta sama skala, dwie różne wysokości
Statuy Iron Studios działają inaczej niż figurki z przegubami. Nie ustawisz ich w pozie, bo mają jedną, wyrzeźbioną raz na zawsze. Kupujesz konkretny kadr, nie postać do zabawy.

Skala 1/10 bywa myląca w ten sam sposób co 1/6. Darth Vader on Throne ma 18 cm, bo siedzi, a Deluxe Art Scale z pojedynkiem Vadera z Obi-Wanem mierzy 24 cm, bo obie postacie stoją i mają uniesioną broń. Ten sam ułamek, sześć centymetrów różnicy, inne wymagania co do miejsca w witrynie.
Statuy mają jedną zaletę, której figurki nie kupią nigdy: bazę. Tron, gruz, podstawa z fakturą podłogi. To one sprawiają, że przedmiot wygląda na eksponat, a nie na zabawkę odstawioną na regał. Kosztem jest brak elastyczności, więc podchodzę do statuy jak do obrazu i sprawdzam sam ze sobą, czy ten konkretny kadr będzie mi się podobał również za pięć lat, kiedy przestanie być nowością.
Gadżety Star Wars poza półką z figurkami: plusz, klipsy i modele do sklejania
Poza szeregami figurek na desce ta marka trzyma się mocno także w kategoriach bocznych, które łatwo przeoczyć, przewijając katalog. Squishmallows dorobiły się własnej wersji Yody: 20 cm miękkiego, kulistego stworzenia, które z kanonem ma tyle wspólnego co uszy i kolor. Yoda jako Squishmallow to ten typ produktu, który kupuje się dla kogoś, a zostawia u siebie.

Obok stoi klasyczny plusz The Child od Simby, 25 cm. To najprostszy sposób, żeby dziecko w domu miało własnego Grogu i przestało sięgać po tego z półki za szkłem.
Zupełnie inna para kaloszy to modele do sklejania w skali 1/72. Poe's X-Wing Fighter 17 cm i First Order Special Forces TIE Fighter 16 cm należą już do innego hobby: kupujesz kilka godzin roboty, a nie gotowy przedmiot. Dla części ludzi to zaleta nie do przebicia, dla części zwykła strata czasu, i żadna z tych postaw nie jest lepsza od drugiej.
Na dole tej listy siedzą drobiazgi, które są wejściem do świata bez wchodzenia w kolekcjonerstwo: klips na torebkę z Darthem Vaderem, zestawy Little People Collector w wersji „I Am Your Father”, a nawet Beyblade X w kolaboracji z Hasbro.
Hełmy elektroniczne i repliki, czyli przyjemność, która zajmuje miejsce
Hełmy z linii Black Series to najbardziej efektowna rzecz w tym katalogu i jednocześnie ta, którą najczęściej kupuje się pochopnie. Hełm elektroniczny Moff Gideon wygląda na zdjęciu jak eksponat z planu, a w mieszkaniu okazuje się przedmiotem, dla którego trzeba zwolnić pół regału.

Na co uważam przy replikach. Na miejsce, bo hełm ma objętość ludzkiej głowy i nie wsuniesz go między figurki. Na elektronikę, którą traktuję jak dodatek, a nie jak powód zakupu. I na własne oczekiwania wobec słowa „replika”: to produkt kolekcjonerski, nie kopia rekwizytu z planu zdjęciowego. Kto tego nie rozdziela, będzie zawiedziony, i nie będzie to wina producenta.
Do tej samej rodziny należą repliki noszone, jak opaska i koraliki pasa Ahsoki Tano od Grupo Erik. Świetnie działają jako element cosplayowego stroju, gorzej na półce, bo bez postaci wyglądają po prostu jak biżuteria. Warto więc wiedzieć wcześniej, czy kupuje się je do noszenia, czy do gabloty, bo od tego zależy, czy w ogóle będą używane.
Cztery pytania, które trzeba sobie zadać przed zakupem figurki Star Wars
Od czego zacząć, jeśli to pierwsza figurka?
Od wyboru skali, nie postaci. Kolekcja Star Wars zbudowana wokół jednej wysokości zawsze wygląda lepiej niż zbiór ulubieńców w pięciu rozmiarach. Przy ograniczonej półce polecam 10 cm z Vintage Collection, przy jednej efektownej witrynie 15 cm z Black Series.
Czy figurki z produkcji bez kontynuacji tracą sens?
Nie tracą, ale zmieniają charakter. „The Acolyte” zamknięto po jednym sezonie, „Skeleton Crew” nie ma potwierdzonego drugiego, więc te linie są skończonymi zbiorami. Bywa to zaletą: skompletowanie takiej grupy jest realnym celem, a nie pogonią bez końca.
Czekać na nowości z 2027 czy kupować teraz?
Kalendarz znany jest tylko częściowo. „Star Wars: Starfighter” ma datę premiery kinowej wyznaczoną na 28 maja 2027, drugi sezon „Maul - Shadow Lord” zapowiadany jest na okolice 2027, a drugi sezon „Ahsoki” potwierdzono bez daty. Nowe produkcje przynoszą nowe figurki Star Wars, ale nie zastępują starych, więc kupowanie na przeczekanie nie ma tu sensu.
Rozpakować czy zostawić w pudełku?
Vintage Collection na karcie retro wygląda świetnie zamknięte, bo opakowanie jest częścią stylizacji. Black Series i Hot Toys robią wrażenie dopiero po wyjęciu, bo cały sens tych linii siedzi w artykulacji i detalu, którego przez folię nie widać. Ja bym nie kupował figurki po to, żeby oglądać ją przez plastikowe okienko.
Sam najczęściej zaglądam do kategorii Star Wars na GeekUp.pl bez konkretnego celu, po prostu sprawdzić, co nowego doszło na półkę. Znajdziesz tam figurki z linii Black Series i Vintage Collection, Funko Pop Star Wars w wariantach standardowych, Deluxe i Retro, skalę 1/6 od Hot Toys, statuy Art Scale, modele do sklejania, plusz oraz hełmy elektroniczne. Jeśli masz dziś podjąć jedną decyzję, niech to będzie wybór skali. Reszta ułoży się sama.
