Nowy fan dostaje tę samą radę już w pierwszych trzech minutach rozmowy: kup zestaw startowy, sklej, pomaluj. I ta rada odsiewa większość zainteresowanych, zanim zdążą cokolwiek polubić. Między „chcę mieć Space Marine'a na biurku” a „mam podkład, siedem farb i cztery wolne godziny w niedzielę” leży przepaść, o której nikt nie uprzedza. Warhammer dla początkujących nie musi zaczynać się od kleju. Drzwi do tego świata jest więcej niż jedne, część prowadzi prosto do gotowej, pomalowanej figurki. Albo do pluszowego Squiga z wyszytymi zębami.

Dwie drogi do Warhammera i tylko jedna wymaga primera
Bitewna część hobby to dobry punkt startu, bo bez niej trudno zrozumieć, czemu druga droga w ogóle istnieje. W 2026 roku wystartowała jedenasta edycja Warhammera 40,000, a flagowym pudełkiem został Armageddon Starter Set: Space Marines kontra Orkowie, ponad dwadzieścia modeli po jednej stronie i blisko czterdzieści po drugiej. Latem doszła trójstopniowa linia wejściowa: pełny Combat Patrol Starter Set, jednofrakcyjne pudełka z serii „Getting Started” i mały zestaw wprowadzający na kilkanaście modeli. Zabawne jest to, że nowe rzeźby, w tym Lieutenant, Intercessorzy, Ork Nob i Boyz, trafiły najpierw do tego najtańszego pudełka, a nie do flagowca.
Tyle że w każdym z tych kartonów jest plastik na ramkach. Szary, surowy, wymagający obcinaczek. Potem zaczyna się część, o której poradniki mówią najmniej chętnie: model bez podkładu źle trzyma farbę, a farba prosto ze słoiczka jest zwykle za gęsta i zalewa detale, na których modelarzowi najbardziej zależy. Każda warstwa musi wyschnąć, zanim położysz następną, bo inaczej robią się smugi. Farby typu Contrast potrafią skrócić tę drogę o połowę, jednocześnie barwiąc powierzchnię, cieniując zagłębienia i rozjaśniając krawędzie, ale wybaczają mniej: jedno nieudane pociągnięcie i wracasz do koloru bazowego.
To jest świetne hobby, naprawdę. Malowanie figurek Warhammer daje satysfakcję, której gotowy produkt nie da nigdy. Ale to osobne rzemiosło, które trwa miesiącami, zanim pierwszy oddział zacznie wyglądać tak jak na pudełku. Pytanie „wargaming od czego zacząć” ma jedną uczciwą odpowiedź: od zaakceptowania, że przez pierwszy rok będziesz się uczył trzymać pędzel.
GeekUp.pl tej drogi nie obsługuje i nie ma sensu udawać inaczej. Ramek do sklejania, podkładów ani farb Citadel w tej ofercie nie ma, więc po zestaw startowy i pędzle trzeba iść do sklepu bitewnego. Za to druga droga, kolekcjonerska, jest tu opisana od podszewki: gotowe figurki, plusze, repliki i rzeczy, które stawiasz na półce w dziesięć sekund po otwarciu kartonu.
Najtańszy bilet wstępu prowadzi przez ekran

Nikt nie pokochał czterdziestego pierwszego millennium, czytając kodeks. Ludzie wchodzą w to uniwersum bokiem: przez grę, czasem przez powieść, częściej przez dziesięciominutowy klip o tym, dlaczego Imperium jest okropne i dlaczego i tak mu kibicujesz. Space Marine 2 wciąż dostaje nową zawartość, a jeśli ktoś woli strategię, zima 2026 zapowiada się solidnie: Dawn of War IV zostało oficjalnie przesunięte na grudzień 2026, o czym twórcy poinformowali w sierpniu razem ze zwiastunem z nową datą. Przy okazji pokazali multiplayer, ponad piętnaście minut rozgrywki i ujawnili grywalną frakcję Adeptus Mechanicus.
Poza tym rok 2026 był dla świeżaka wręcz idealny: Mechanicus 2 doczekał się recenzji, Battlesector dostał nową frakcję, a Helldivers 2 przywitało crossover z Warhammerem 40,000. Creative Assembly zapowiedziało Total War: WARHAMMER 40,000, choć konkretów przy tej zapowiedzi jeszcze nie ma. Do tego Amazon pracuje nad serialem aktorskim ze scenariuszem Mike'a Flanagana, w którym główną rolę zagra Henry Cavill. Daty premiery nie ma, jest za to zamówiony osobno serial animowany w tym samym uniwersum.
Ta droga ma nad lore jedną przewagę czysto praktyczną, o której rzadko się mówi: gra pokazuje frakcje w ruchu. Widzisz, jak Astartes wchodzą w korytarz, jak porusza się maszyneria Adeptus Mechanicus. Orkowie tymczasem po prostu robią hałas i bałagan. Książka tego nie zrobi, bo na papierze wszystko brzmi równie doniośle i po trzystu stronach nadal nie masz pojęcia, czy bardziej leży ci stal, czerń, czy rdza. Gra kosztuje tylko czas, a po kilkunastu godzinach masz odpowiedź na pytanie, które w sklepie kosztuje już pieniądze: która estetyka naprawdę do ciebie mówi. Piętnaście godzin grania kosztuje więc mniej niż jedna nietrafiona figurka na półce.
Dlaczego to ważne dla kogoś, kto chce kupić pierwszą figurkę? Bo figurka postaci, którą znasz z rozgrywki, jest zupełnie innym przedmiotem niż figurka losowego żołnierza w niebieskim pancerzu. McFarlane Toys wypuściło Captaina Cyrusa prosto z Dawn of War IV w wariancie Elite Edition: pancerz Phobos, elementy z materiału, Instigator Bolt Carbine, chainsword, pistolet bolterowy, nóż i wymienna głowa. To ten sam pancerz Phobos i ten sam karabin, które widać w zwiastunie gry.
Skala 1/18 kontra 18 centymetrów, czyli dwa różne hobby na jednej półce

Jedna decyzja tutaj ustawia całą kolekcję na lata, a większość ludzi podejmuje ją przypadkiem. Joy Toy robi Warhammera w skali 1/18, czyli figurki mają mniej więcej dwanaście do czternastu centymetrów. McFarlane Toys pracuje w okolicach osiemnastu i dwudziestu. Postawione obok siebie wyglądają jak dwa niepowiązane produkty, bo nimi są, i żadne ustawianie ich w jednym rzędzie tego nie naprawi.
Joy Toy wygrywa liczbą. Ta skala pozwala zbudować oddział, a nie pojedynczą pamiątkę: Ultramarines MK III Tactical Legionary z linii The Horus Heresy stanie obok kolejnego legionisty i nagle na półce robi się scena, nie ozdóbka. Recenzenci branżowych serwisów chwalą tę linię przede wszystkim za stawy: trzymają pozę nawet przy ciężkim uzbrojeniu, a poziom artykulacji jest wyraźnie wyższy niż u konkurencji. Malowanie idzie wiernie za boxartami Games Workshop, symbole zakonów są ostre, a producent deklaruje, że używa farb GW.
Bez lukru: część kolekcjonerów zgłasza klejące się stawy kolan albo otarcia farby na styku elementów, a linia Death Korps of Krieg zebrała krytykę za płaszcz, który mocno ogranicza ruch dolnego tułowia. To wady typowe dla masowo malowanych figurek i lepiej znać je przed zakupem niż po. Jeśli ktoś chce ciemniejszego klimatu, Death Guard Plague Marine Icon Bearer pokazuje, jak dobrze ta skala radzi sobie z brudem, rdzą i wypustkami Nurgle'a.
McFarlane gra inaczej. Standardowe figurki z tej linii mają do dwudziestu dwóch punktów artykulacji i pełen zestaw dodatków: broń, zapasowe dłonie, zdejmowany plecak, art card i podstawkę ekspozycyjną. Są większe, bardziej „półkowe”, świetnie wyglądają pojedynczo i fatalnie wciśnięte między niższych legionistów. Gdy ktoś mnie pyta, którą skalę wybrać na start, odpowiadam: jedną. Sześć figurek Joy Toy i dwie McFarlane na tej samej półce nie tworzą kolekcji, tylko przypadkowe zestawienie, w którym nic nie pasuje do niczego.
Plusze Tomy, czyli Warhammer, który nikogo nie ugryzie

Jest w tej całej grimdarkowej machinie miejsce zaskakująco miękkie. Games Workshop udzieliła TOMY International licencji na pluszowe wersje swoich postaci, a linia ruszyła wiosną 2024 roku od czwórki: Gnasha-Squig, Spanna Grot, Nurgling: Little Unclean One i Sacrosanct Gryph Hound. Producent od razu sięgnął po oba główne settingi, więc mamy i Warhammera 40,000, i Age of Sigmar.
To nie są byle jakie maskotki z nadrukowaną twarzą. Łączą różne materiały, mają haftowane i drukowane detale odwzorowujące wygląd oryginalnych modeli, a Gnasha-Squig zachowuje ten swój absurdalny układ zębiska, przez który wygląda jednocześnie groźnie i głupkowato. Dokładnie tak, jak powinien wyglądać Squig.
Plusz wchodzi też do domu zupełnie inaczej niż figurka. Nie potrzebuje gabloty ani wolnej półki na wysokości oczu, bo równie dobrze siedzi na fotelu, na parapecie albo w kącie łóżka. Nie ma odstających kolców, które ktoś ułamie przy odkurzaniu, ani odłączanej broni ginącej po tygodniu gdzieś pod kaloryferem. Dziecko może go wziąć do ręki, kot może się o niego oprzeć i nic z tego nie wynika, a przeprowadzka nie kończy się liczeniem strat, bo plusz po prostu ląduje w torbie. Squig przetrwa sytuacje, w których dwudziestocentymetrowy Space Marine ze stawem kulowym w barku miałby naprawdę poważne kłopoty.
Dla osoby wchodzącej w to hobby plusz robi coś, czego nie zrobi żadna figurka: obniża próg do zera. Nikt nie musi tłumaczyć domownikom, czemu na komodzie stoi trup w zbroi. Nurgling: Little Unclean One jest sympatyczny nawet dla kogoś, kto o Chaosie nie wie nic, a pluszowy Space Marine od Tomy bywa pierwszym przedmiotem z tego świata w domu, w którym nikt jeszcze nie grał w 40k. To najspokojniejsza część tej kolekcji i szczerze uważam ją za najbardziej niedocenianą.
Age of Sigmar nie jest drugą ligą

Fantastyczny setting bywa traktowany jak młodszy brat kosmicznych marines, całkiem niesłusznie. Weta Workshop robi z niego przedmioty do gabloty, a nie zabawki: replikę hełmu Stormcast Eternal Liberator w skali 1/4 stawia się jak eksponat, a limitowana statua Skragrott the Loonking o wysokości 41 cm to już inna kategoria półki i inny rodzaj decyzji zakupowej.
Cztery zdania, które trzymają ludzi z daleka
Za każdym razem, gdy ktoś mówi „chciałbym, ale...”, pada jedno z czterech zdań poniżej. Wszystkie są nieprawdziwe albo mocno przesadzone, więc zamknijmy temat raz.
Mit kontra fakt: wejście w Warhammera
Mit: żeby zbierać Warhammera, trzeba umieć malować.
Fakt: figurki Joy Toy i McFarlane wychodzą z pudełka pomalowane, złożone i gotowe do postawienia. Pędzel nie jest do niczego potrzebny.
Mit: bez grania w bitewniaka to nie ma sensu.
Fakt: uniwersum żyje w grach wideo, książkach, komiksach i wkrótce w serialu Amazona. Można znać Ultramarines i nigdy nie dotknąć miarki ani kostki.
Mit: trzeba ogarnąć całe uniwersum, żeby nie wyjść na ignoranta.
Fakt: 40k i Age of Sigmar to dwa osobne światy, a w każdym wystarczy jedna frakcja, żeby mieć o czym rozmawiać. Reszta dochodzi sama.
Mit: to hobby wyłącznie dla dorosłych z dużym budżetem.
Fakt: plusz Tomy albo gadżet lifestyle to zupełnie inny próg wejścia niż limitowana statua 41 cm. Kolekcjonowanie Warhammera skaluje się w dół równie dobrze, jak w górę.
Zanim klikniesz „kup”: zakon, miejsce i chłodna głowa

Wybierz zakon, nie postać
Pierwszy zakup zwykle wynika z tego, co akurat najładniej leżało na zdjęciu. Lepiej wybrać zakon albo frakcję, bo to ona zdecyduje, jak półka będzie wyglądać za rok. Fala McFarlane z 2026 roku daje trzy bardzo różne kierunki: Dark Angels Sternguard z klasycznym dziobatym hełmem, Blood Angels Infiltrator i Space Wolves Wolf Guard. Ciemna zieleń, krew i futro. Każdy buduje inną estetykę i po trzeciej figurce zobaczysz różnicę.
Kto zaczyna od „biorę to, co ładne”, po pół roku ma zbiór przypadkowych kolorów, które ze sobą nie rozmawiają. Trzymanie się jednej barwy, jak przy Sternguard Veteranie Dark Angels, po roku daje coś, co faktycznie wygląda jak kolekcja.
Wybór zakonu ma jeszcze jeden skutek, którego początkujący nie przewidują: zawęża listę zakupową i tym samym chroni portfel. Kto zbiera Dark Angels, po prostu przewija obok siebie połowę nowości, bo nie pasują kolorystycznie. Kto zbiera wszystko, kupuje wszystko. Ograniczenie działa tu jak filtr, nie jak kaganiec.

Checklista przed pierwszym zamówieniem
- Sprawdź skalę w nazwie produktu, a nie na zdjęciu. 1/18 to około dwunastu centymetrów, McFarlane to okolice osiemnastu do dwudziestu.
- Zmierz miejsce na półce razem z podstawką i uniesioną bronią, bo to ona zjada wysokość.
- Zdecyduj, czy chcesz figurkę pozować, czy postawić raz na zawsze. Jeśli pozować, artykulacja jest ważniejsza niż rozmiar.
- Zastanów się, czy postać coś dla ciebie znaczy. Bohater z gry, w którą grałeś, wygrywa z ładnym pancerzem nieznanego zakonu.
- Otwarta półka oznacza kurz i słońce. Farba i tworzywo nie lubią ani jednego, ani drugiego.
- Jeśli to prezent dla kogoś, kto dopiero poznaje temat, plusz albo gadżet trafia szerzej niż figurka konkretnego zakonu.
I jedna uwaga o rozbudowie: Sanguinary Guard z Inferno Pistol i Encarmine Blade pokazuje, że w tej skali da się myśleć oddziałami. Dwie takie figurki obok siebie robią wrażenie, którego jedna nie zrobi nigdy, ale zajmują też dwa razy więcej miejsca na półce, o czym łatwo zapomnieć przy zamawianiu trzeciej.
FAQ: Warhammer dla początkujących bez kleju i farb
Czy muszę grać w bitewniaka, żeby zbierać figurki Warhammera?
Nie. Gra bitewna to jedna z dróg, nie warunek wstępu. Gotowe figurki Joy Toy i McFarlane są przeznaczone na półkę, nie na stół, i nie mają nic wspólnego z zasadami gry.
Od czego zacząć, jeśli nie znam uniwersum w ogóle?
Od jednej gry i jednej frakcji. Space Marine 2 daje najprostsze wejście w estetykę Adeptus Astartes, a Dawn of War IV, przesunięte na grudzień 2026, wprowadzi między innymi Adeptus Mechanicus. Kiedy wiesz już, która frakcja ci się podoba, wybór pierwszej figurki robi się prosty.
Joy Toy czy McFarlane na pierwszy zakup?
Joy Toy, jeśli myślisz o kilku figurkach i lubisz je ustawiać w pozach. McFarlane, jeśli chcesz jeden duży, efektowny obiekt na biurko. Modele Warhammer do sklejania to trzecia, zupełnie inna półka i tych kategorii nie ma sensu porównywać wprost.
Czy figurki Joy Toy i McFarlane można ustawiać razem z modelami z bitewniaka?
Można, tylko skala się nie zgadza. Modele z zestawów Games Workshop są wyraźnie mniejsze od gotowych figurek kolekcjonerskich, więc Space Marine z ramki stoi obok McFarlane'a jak jego młodszy kuzyn. Lepiej wydzielić dwie strefy półki: jedną na modele bitewne, drugą na figurki. Jeśli już je mieszać, to całymi grupami, a nie pojedynczymi sztukami wstawianymi między.
Czy plusze Tomy to dobry prezent dla kogoś, kto dopiero poznaje temat?
Tak, i to jeden z lepszych. Linia Tomy powstała na oficjalnej licencji Games Workshop, odwzorowuje wygląd modeli haftem i nadrukiem, a przy tym nie wymaga od obdarowanego żadnej wiedzy o uniwersum. Squig jest po prostu zabawny.
Gdzie to wszystko postawić i od czego zacząć dziś

Nie każdy start musi być figurką. Czasem pierwszym przedmiotem z tego świata jest rzecz zupełnie nieoczywista, jak Warhammer 40K Oversized Hoodie Blanket Squig Red, w którym ogląda się gameplay z Dawn of War. To uniwersum ma w sobie tyle samo powagi co absurdu, a Orkowie istnieją głównie po to, żeby o tym przypominać.
W ofercie GeekUp.pl znajdziesz gotowe, pomalowane figurki Joy Toy w skali 1/18 oraz większe Warhammer 40k figurki od McFarlane Toys, licencjonowane plusze Tomy, repliki i statuy Weta Workshop z Age of Sigmar i gadżety lifestyle ze Squigami. Ramek do sklejania ani farb tu nie ma, bo to inna gałąź hobby. Jest za to wszystko, czego potrzebuje Warhammer dla początkujących bez pędzla w ręku.
Kto szuka pierwszej figurki albo kompletuje zakon, powinien zajrzeć do kategorii Figurki. Dla kogoś, kto woli zacząć od czegoś miękkiego albo szuka prezentu dla świeżo wchodzącego w temat, lepszym adresem będą Maskotki. Jedna półka, dwa zupełnie różne początki i żadnego kleju.
